Wegańskie curry z komosą i ciecierzycą

Znacie komosę? Na wsiach nazywana jest czasem lebiodą. Najpopularniejsza w Polsce jest komosa biała. To takie zielsko. Nie mylić z komosą ryżową quinoa! Wyobraźcie sobie, że zielsko komosa jest jadalne i smaczne. Jedzenia komosy nauczyła mnie moja przyjaciółka Nepalka. 

 

11256493_10206219861922867_1777388284_n

 

Podobno jadano ją też w Europie, szczególnie w czasie głodu i niedostatku, podczas I i II WŚ.  Tu możecie poczytać więcej o komosie >>> KLIK <<<

 

W moim ogródku niestety często coś co posiałam czy zasadziłam, nie wyrasta… natomiast komosa i mniszek lekarski rosną sobie nie wysiewane, nie podlewane i nie pielone, tak po prostu! A więc od wiosny korzystam z tych jadalnych darów natury. Z liści mniszka robię wyborne sałatki, z kwiatów miodek, a z komosy curry. Właśnie nazbierałam w ogródku spory pęczek!

 

Najlepsza jest młoda komosa, taka do 10 centymetrów. Większa też się nada, ale wtedy lepiej oderwać liście a twarde łodyżki wyrzucić. Moja komosa była malutka, więc wykorzystam ją w całości. 

 

Zrobię z niej cudownie aromatyczne curry inspirowane Indiami. Jest przepyszne, a wystarczy wrzucić wszystko do garnka i gotowe. W wersji wegańskiej, źródłem białka w tym curry jest ciecierzyca. I tu musicie pamiętać, aby ją zamoczyć na kilka godzin, a potem gotować przez ok. 1 godzinę. 

 

  • ok. 150 g ciecierzycy
  • 250 g komosy
  • 2 łyżki przyprawy curry
  • 1 łyżka nasion kuminu
  • ok. 4 łyżki oleju do smażenia
  • 3 cebule
  • 3 pomidory
  • 2 łyżeczki przecieru pomidorowego 
  • 2 łyżki soli 
  • 1 łyżka chilli w proszku (pikantnego, jeśli lubicie)
  • 5 ząbków czosnku
  • 1 łyżka kurkumy
  • ok. 700 ml wody
  • ksylitol do smaku 

 

Na bardzo mocno rozgrzany olej wrzucamy ziarna kuminu, smażymy przez minutę, aż staną się aromatyczne. Dodajemy drobno posiekaną cebulę, czosnek, kurkumę, chilli w proszku i przyprawę curry. Smażymy mieszając, cebulka musi się dobrze usmażyć, potrwa to jakieś 5-6 minut. Potem dodajemy ugotowaną i odcedzoną ciecierzycę oraz 1 łyżkę soli, pomidory, przecier pomidorowy. Zalewamy wodą i gotujemy pod przykryciem ok. 30 minut, aż pomidory utworzą sos.

 

11262344_10206219862122872_1352690861_n

 

 

Na koniec wkładamy umytą i pokrojoną komosę, gotujemy jakieś 5 minut aż zmięknie i doprawiamy solą, można też odrobiną ksylitolu do smaku. (Ja lubię słone, stąd na koniec dosoliłam jeszcze jedną łyżką).  Podajemy z ryżem albo chlebkami, np. naan lub roti. 

 

11259037_10206219862602884_239200269_n

 

 

 

Smażenie stir fry. Wiosenne szparagi z kurkumą.

Szparagi bardzo długo były nieobecne na polskich stołach, ale teraz coraz częściej pojawiają się w przepisach blogosfery kulinarnej. Szparagi bez większego problemu kupimy na targach czy w popularniejszych sieciowych marketach. Ja nie mam z tym większego problemu, bo szparagi rosną u mnie w ogrodzie. Posadzili je jeszcze poprzedni właściciele, a co najciekawsze – w ogóle ich nie pielęgnuję, a są naprawdę śliczne i okazałe. Zobaczcie sami:

 

IMG_7613

 

Mając takie śliczne szparagi możemy z nich coś wyczarować. Razem z Panem A. usmażyłam pyszny stir fry z kurkumą. Jeśli pierwszy raz słyszysz tę nazwę – nie martw się! Jesteśmy tu po to, by uczyć się nowych rzeczy. Smażenie stir fry jest to sposób przygotowywania potraw, który przywędrował do nas oczywiście z Azji. Jest to zdrowsza wersja smażenia, ponieważ potrawy nie są nasączone tłuszczem i nie zawierają panierek, które są tak bardzo popularne w naszej kulturze kulinarnej. 

 Untitled Infographic

 

Co powinniśmy przygotować? 

  • 250 g kurczaka, pokrojonego na małe kawałki (mogą być udka bez kości lub pierś)
  • 250 g ( pęczek ) szparagów
  • 2 średnie pomidory
  • 2 szalotki lub 1 średnia cebula
  • 1 łyżeczka kurkumy
  • 1 łyżeczka świeżego, utartego na tarce imbiru
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 łyżka soli
  • sos sojowy do smaku
  • 3-4 łyżki oleju rzepakowego do smażenia

Oczyszczonego i pokrojonego kurczaka solimy (1/2 łyżki soli), odstawiamy. Szparagi myjemy i kroimy na ok. 4-centymetrowe kawałki. Obieramy i kroimy na większe kawałki czosnek i cebulę, a następnie ścieramy na tarce imbir. 

 

Kiedy wszystko mamy gotowe „pod ręką”, rozgrzewamy olej. Na gorący olej wrzucamy cebulę, imbir oraz kurkumę. Wiecie, że wszystkie właściwości zdrowotne kurkumy wydobywamy podgrzewając ją w oleju? Dlatego dodaję ją bezpośrednio do oleju! Kiedy cebula nabierze złotego koloru, wrzucamy czosnek, trzeba uważać, żeby się nie spalił, bo będzie gorzki. Chwilę później możemy dodać kurczaka.

 

IMG_7617

 

Wtedy trzeba przykryć wok/patelnię na ok. 2 minuty, po tym czasie dodajemy szparagi, po minucie pomidory. Po dodaniu pomidorów smażymy tylko minutę, doprawiając pozostałą solą i sosem sojowym. Podajemy z ryżem. Smacznego. 

 

IMG_7619

Nasu misodengaku / bakłażany z sosem miso po japońsku / Miso glazed eggplant

FullSizeRender-2

3 śliczne malutkie bakłażany odnalezione w lodówce. Postanowiłam zrobić z nich japońskie popularne danie: nasu miso dengaku なす味噌田楽, czyli bakłażany zapiekane ze słodko-słonym sosem miso. Zapewniam, że kto raz spróbuje tego dania, zakocha się w nim bez pamięci.

 

Bakłażany i pasta miso to para idealna, no po prostu jak pomidory i bazylia, wiecie o czym mówię? Pamiętajcie, że są różne pasty miso. Na bazie soi, ale też czasami z dodatkami ryżu czy jęczmienia (to ważna informacja dla osób na diecie bezglutenowej, bo jęczmień zawiera gluten). W zależności od użytych zbóż i czasu fermentacji, mamy:

 

  • miso białe – shiro miso – jasne, delikatne, gdzie oprócz soi dominuje ryż.
  • miso ciemne – kuro miso, wyraźne w smaku z domieszką zbóż takich jak jęczmień.
  • miso czerwone – aka miso, miso w 100% sojowe, ma ono bardzo wyrazisty smak i zapach  (czytaj: śmierdzi), ja je lubię, ale znam Japończyków którzy nawet nie tykają…, najsłynniejsze czerwone miso, które jest strasznie zdrowe nazywa się Hatcho miso, bo jest produkowane w miejscowości Hatcho, w pobliżu Okazaki.

Jako ciekawostka powiem Wam, że w 2002 roku widziałam w japońskiej TV program na temat Hatcho miso i chociaż minęło tyle lat, pamiętam go dokładnie, a wiecie dlaczego? W programie pokazano pracownice tejże przetwórni. Każda z nich, bez wyjątku, miała cerę jak pupcia niemowlaka! I wyglądały o 10-15 lat młodziej. Szokujące, prawda? Nie tylko pastę miso jadały, ale i robiły z niej maseczki na twarz, więc jeżeli zdobędziecie organiczne miso czerwone, to możecie się nim okładać do woli. Myślę, że ten program zadecydował o tym, że przekonałam się do smaku czerwonego miso. Chciałam wyglądać 15 lat młodziej, he he! W każdym razie, miso jadam regularnie.

 

Na pierwszą przygodę z pastą miso polecam zakup jasnej (czyli białej – shiro miso). Najbardziej znane miso jasne to Shinshu miso, produkowane w prefekturze Nagano, a że Nagano nazywało się kiedyż Shinshu stąd nazwa. A kiedy już kupicie miso, to polecam zrobienie tych baklażanów. W połączeniu z ryżem to mój idealny lunch wegański. 

 

FullSizeRender

Nasu miso dengaku

  • 1 mały bakłażan (mój miał ok. 220 g)
  • Sos (na 1 bakłażan, czyli 2 połówki):
  • 50 g pasty miso
  • 1 łyżeczka ksylitolu (lub cukru)
  • 1 łyżeczka sake
  • 1 łyżeczka mirin
  • 3 łyżki wywaru dashi (w wersji wegańskiej można dodać wodę)
  • prażone ziarna białego sezamu do posypania

 

Bakłażany myjemy i przekrawamy wzdłuż na pół. Japończycy są estetami i aby ładnie bakłażan zaserwować, nie obcinają łodyżki. Bakłażany moczymy w zimnej wodzie przez kilka minut, aby usunąć goryczkę, po czym bardzo dokładnie wycieramy w papierowy ręcznik. nakłuwamy wykałaczką skórkę w kilku miejscach, aby nie pękła podczas smażenia oraz robimy nacięcia między skórką a miąższem, możemy też naciąć miąższ, wtedy sos łatwiej wniknie do środka.

 

I teraz są 2 drogi: albo smarujemy bakłażany delikatnie olejem i zapiekamy w piekarniku miąższem do góry w 180 stopniach przez kilka minut pod grilem, albo smażymy przez ok. 4 minuty w głębokim oleju temp. 170 stopni. Ja oczywiście smażę :-). Po wstępnym usmażeniu lub upieczeniu, smarujemy miąższ sosem miso i wstawiamy bakłażany na kolejne 4 minuty do piekarnika pod grill. Po upieczeniu posypujemy uprażonymi ziarnami sezamu. Smacznego.

 

FullSizeRender-4

P.S.

A tak wyglądają bakłażany przed zapiekaniem:

FullSizeRender-3

Rogaliki z dżemem różanym

Upiekłam rogaliki z dżemem różanym. Efekt? Przerósł moje oczekiwania.  Musicie spróbować!

 

Rogaliki z dżemem różanym

  • 2 szkl. mąki
  • 125 g masła
  • 2 jajka
  • 125 ml kwaśnej śmietany
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 15 g świezych drożdży lub 1 opakowanie suchych
  • słoiczek konfitury różanej – używam tej z Krakowskiego Kredensu
  • Lukier 3 łyżki cukru pudru utarte z kilkoma kroplami cytryny

 

Mąkę siekamy z masłem. Sól i żółtka mieszamy ze śmietaną, dodajemy drożdże, dokładnie ucieramy. Do mąki z masłem dodajemy śmietanę z żółtkami. Białka zostają do posmarowania rogalików. Ciasto wyrabiamy przez chwilę i schładzamy w lodówce, przynajmniej 30 minut.

 

Z ciasta wałkujemy krążki o średnicy około 25 cm, dzielimy je na 8 części, na każdej części układamy na brzegu niecałą łyżeczkę konfitury różanej. zawijamy od zewnątrz do środka. Na koniec możemy posmarować białkiem, żeby dobrze skleić ciasto. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 170 stopni na złoty kolor, jakieś 15-18 minut.

 

Po ostudzeniu smarujemy lukrem. Smacznego.

IMG_3678 kopia IMG_3679 IMG_3691 kopia 2 IMG_3695 kopia 2 IMG_3696

Zielony stir fry – indyk z warzywami (cukiną i fenkułem) i japońską zieloną herbatą matcha

Prosty stir fry, który smażę często, oczywiście za każdym razem zmieniając kombinację warzyw i przypraw. 

 

Indyk z warzywami (fenkułem i cukiną)  – stir fry:

  • 300 g piersi z indyka
  • 2 łyżki sake do zamarynowania mięsa
  • kawałek fenkułu 
  • kawałek cukinii
  • 3 łyżeczki musztardy ziarnistej
  • 1 ząbek czosnku
  • ½ łyżeczki japońskiej zielonej herbaty w proszku (matcha)- opcjonalnie dla koloru
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki sosu rybnego
  • szczypta pieprzu
  • 1 mała cebula
  • sól do smaku 
Do smażenia:
  • 1 łyżka oleju sezamowego
  • 2 łyżki oleju roślinnego
 
Indyka umyć, pokroić w cienkie paski lub małe kawałki, zamarynować w sake przynajmniej 15 minut, ale najlepiej przez noc w lodówce. Fenkuł i cukinię umyć i pokroić w cienkie paski lub wstęgi za pomocą obieraczki (ja tak zrobiłam). Cebulę i czosnek także pokroić  na małe kawałki. Przygotować pozostałe składniki, bo kiedy zaczniemy smażyć, nie będzie czasu na gorączkowe poszukiwania sosu sojowego czy soku z cytryny.
 
A teraz szybkie smażenie, rozgrzewamy w woku mocno oba oleje, wrzucamy cebulę i czosnek, mieszamy jakieś 30 sekund, uważając aby czosnek się nie przypalił. Dodajemy indyka, sos rybny i sojowy, smażymy jakieś 2 minuty, wrzucamy fenkuł i cukinię, pieprz, musztardę i cukier. Mieszając smażymy przez jeszcze 3-4 minuty, Zdejmujemy z ognia, posypujemy zieloną herbatą i skrapiamy sokiem z cytryny; możemy dosolić do smaku, chociaż sos rybny i sojowy już powinny dać wystarczającą słoność. 
 
 

IMG_4072 kopiaIMG_4073 kopiaIMG_4067 kopia

Jabłka i gruszki w cieście francuskim. Deser w 15 minut!

Najprostszy deser na świecie. Gotowy w 15 minut 🙂

 

Jabłka i gruszki w cieście francuskim:

 

  • 1 opakowanie ciasta francuskiego
  • 2 jabłka
  • 2 gruszki
  • cynamon
  • gałka muszkatołowa
  • cukier trzcinowy

Najpierw rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni z termoobiegiem, bo deser ma być gotowy w 15 minut. Jabłka i gruszki obieramy, przekrawamy na pół, usuwamy gniazda nasienne i nacinamy ukośnie. Wykorzystamy ok. 4 owoce, w zależności od ilości ciasta francuskiego i wielkości owoców.

 

Połówki owoców układamy na cieście z przynajmniej 1 cm. odstępem, dociskamy i wycinamy zachowując równy brzeg wokół. Z okrawków robimy dowolne dekoracje, np. liście. Posypujemy owoce cynamonem, cukrem i odrobiną gałki muszkatołowej. Pieczemy w piekarniku ok. 10-12 min.

IMG_3544IMG_3524 kopia IMG_3527 IMG_3538 kopia IMG_3540 kopia

Przepis na japońskie pączki – idealne na Tłusty Czwartek i Walentynki!

IMG_5343

Za dwa dni Tłusty Czwartek, a za cztery Walentynki 🙂 Przedstawiam Wam prosty i efektowny przepis na pączki – pączki z japońskim nadzieniem z fasolki azuki, posypane zieloną herbatą. Czemu nie? Po prostu zmodyfikowałam świetny przepis mojej mamy.Pączki usmażone w Tłusty Czwartek, możecie mieć znowu świeże. Wystarczy je zmrozić i przechować do Walentynek, by później obdarzyć nimi swoją drugą połówkę. 

 

Ciasto:

  • 6 żółtek
  • 80 g drożdży
  • 1/2 szkl. oleju
  • 1/2 szkl. cukru
  • 2 szkl. ciepłego mleka
  • 1 kg mąki
  • szczypta soli

Masa:

  • fasolka azuki, ugotowana z cukrem ok. 350g

Do posypania:

  • cukier puder, 2-3 łyżki
  • matcha – zielona herbata w proszku 1 łyżka

Zmiksować/zblendować żółtka, drożdże i olej. Bardzo ważne, żeby zrobić to dokładnie, drożdże muszą z olejem i żółtkami stworzyć gładką emulsję. Cukier rozpuścić w podgrzanym, ciepłym mleku, dodać sól i wlać całość mieszając do zmiksowanych żółtek. Na koniec przesiać do masy 1 kg mąki, mieszając całość łopatką. Ciasta nie trzeba wyrabiać! To chyba najlepsza informacja. Odrobinę mąki, ok. 2 łyżek możemy zostawić do podsypywania. Z tej ilości składników ulepimy ok. 38-40 pączków. Ulepione z fasolką pączki odstawiamy do wyrośnięcia. Smażmy na gorącym oleju przez ok. 4 minuty z każdej strony. Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem z zieloną herbatą.

 

IMG_5336 IMG_5341 IMG_5345

 

 

Uwagi:
Pasta z fasolki powinna być gęsta. Fasolkę po ugotowaniu odcedzamy i mieszamy z cukrem, ilość wg uznania; pasta z fasolki w Japonii występuje w dwóch wersjach: zmiksowana na puree lub z grudkami, tę pierwszą uzyskamy rozdrabniając fasolkę blenderem, drugą wystarczy ugnieść widelcem.

 

Smacznego.

4 domowe sposoby na przeziębienie

Onion

Wystarczyło, by zima lekko przycisnęła, a odbiło się to wielu osobom. Co chwile spotykam kogoś przeziębionego, zakatarzonego, kichającego. Autobus, metro czy galeria handlowa – w takich warunkach choróbsko wszędzie się roznosi. 

 

Gdy czujemy, że coś nas pobiera, są to przeważnie początki przeziębienia. Od grypy ciężko się uchronić, bo atakuje nagle i przeważnie rozkłada nas na amen. Warto zatem walczyć z chorobą, a nie jedynie z jej objawami. W większości przypadków pierwsze co robimy to lecimy do apteki i bierzemy pierwsze lepsze środki, które dostępne są bez recepty. Zdarza się również, że z pierwszym kichnięciem od razu wykręcamy numer do naszego lekarza. Czy słusznie? 

 

Jest wiele domowych sposobów, dzięki którym możemy zahamować rozwój infekcji. Od wieków nasze babcie przekazywały sobie tajemne receptury, dzięki którym udawało się złagodzić przechodzenie choroby. Oto kilka najpopularniejszych sposobów na domowe leki:

 

Syrop z cebuli

Cebula ma wręcz magiczne właściwości. Jest bogata w substancje biobójcze i witaminę C. Ludzki organizm bardzo dobrze przyswaja płynną postać leku, z tego względu ktoś wpadł na pomysł, żeby z cebuli zrobić syrop. Jak go przyrządzić? Kroimy cebulę w plastry, zalewamy miodem lub cukrem z odrobiną wody i odkładamy w ciepłe miejsce. Możemy spokojnie przyjmować go kilka razy dziennie. Smak może nie jest wymarzony, ale na pewno nam pomoże. 

 

Czosnek

Poza tym, że po jego spożyciu brzydko pachnie z buzi i odstrasza wampiry, ma też inne cudowne zastosowania. Znajdziemy w nim olejki eteryczne oraz lotne i organiczne związki siarkowe, czyli allinę i skordyninę A i B, flawonoidy, witaminy z grupy B, witaminę C, potas, żelazo i magnez. Samo bogactwo! Mówi się również, że jest on naturalnym antybiotykiem, ponieważ wiele leków jest produkowanych właśnie na bazie czosnku. Możemy jeść go bezpośrednio, lub dodać większą ilość do spożywanego posiłku. Można go potraktować również jak przy przyrządzaniu syropu z cebuli – przeciskamy czosnek przez praskę, dodajemy miodu lub wody z cukrem i odstawiamy w ciepłe miejsce. W tym wypadku wywar powinien postać nieco dłużej, by czosnek i jego właściwości mogły się przegryźć. Na koniec przelewamy eliksir przez sitko i od tego momentu możemy go przyjmować nawet kilka razy dziennie. 

 

Witamina C

Możemy dostać gotową w aptece, ale możemy dostarczyć ją organizmowi w naturalny sposób. Wspomniany czosnek i cebula bogate są w witaminę C, ale duże ilości zawarte są również w innych owocach i warzywach. Co ciekawe, największą ilość witaminy C nie znajdziemy wcale w cytrusach, jak powszechnie się uważa. Najwięcej witaminy C znajduje sie w czarnych porzeczkach i uwaga… w czerwonej papryce. Na 100 g czerwonej papryki przypada 144 mg witaminy C. 

 

Herbata z prądem

Sposób znany ze ściany wschodniej. Do posłodzonej, gorącej herbaty wlewamy kieliszek mocniejszego alkoholu. Ten sposób sprawdzi się w szczególności, kiedy choroba jest we wczesnym stadium rozwoju. Wypita bezpośrednio przez snem może sprawić, że rano obudzimy się jak nowo narodzeni. Uwaga jest tylko jedna – nie łączyć jej z lekami!

 

A jakie są Wasze sprawdzone metody? 

 

 

Buta kakuni – boczek gotowany po japońsku / Japanese braised pork belly

butakakuni

Japoński klasyk. Bardzo popularne, obłędnie pyszne danie. Łatwe w przygotowaniu, tylko trzeba długo gotować. Polecam szczególne na zimowe wieczory.

 

Buta kakuni

  • 800-900 g świeżego boczku
  • woda w ilości, która przykryje mięso  

Wywar:

  • 1,5 l wody
  • 200 ml sake lub białego wytrawnego wina
  • kawałek ok. 7 cm korzenia imbiru
  • kilka plastrów pomarańczy (można pominąć, to taki mój wkład w to danie, użyłam czerwonych pomarańczy sycylijskich, po ugotowaniu podałam je z wieprzowiną )
  • 3 ząbki czosnku

 

Dodatki 1:

  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 3 łyżki cukru

 

Dodatki 2:

  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki cukru
  • 3 łyżki mirin (słodka sake japońska lub 2 łyżki białego wytrawnego wina i 1 łyżka cukru)

 

Boczek zalewany zimną wodą, aby był cały zanurzony i gotujemy 1 godzinę. Odcedzamy wodę. Po czym wkładamy do garnka ze składnikami z wywaru. Gotujemy na malutkim ogniu przez 1 godzinę. Wyjmujemy imbir, pomarańczę i czosnek. Dodajemy dodatki 1 i gotujemy kolejną godzinę. Dodajemy dodatki 2 i gotujemy jakieś 20 minut. Gotowe!

Smacznego.

buta_1buta_2

 

 

Okiem Czytelnika: Odchudzanie wcale nie jest tanie!

Dostaje różne ciekawe maile od Czytelników. Ania – moja przyjaciółka – napisała bardzo ciekawy tekst o odchudzaniu. Pomyślałam, że warto go opublikować. 

 

ODCHUDZANIE WCALE NIE JEST TANIE

 

 

Jeżeli twierdzisz, że odchudzanie jest tanie, to:

 

  • albo nigdy się nie odchudzałeś
  • Twoja dieta jest cholernie nudna
  • lub po prostu nic nie jadłeś

 

Taką mam diagnozę. I możesz – drogi czytelniku – zgodzić się za mną lub nie, ale wiem co mówię. A w tej kwestii mam niewątpliwie doświadczenie, bo na diecie jestem praktycznie od liceum. A trochę lat już mam.

 

Doświadczyłam wszystkiego. Od ograniczania tłuszczów, słodyczy, po Kwaśniewskiego, Dukana, Alevo i takie popularne wśród szczupłych celebrytów – diety pudełkowe. Brałam dziesiątki substytutów diety, na które wydałam tysiące złotych. I zawsze kończyło się tak samo. Rzewnymi łzami, rzuceniem “zabawek” (czyt. diety) w kąt i jedyną szczuplejszą rzeczą w całej tej zabawie, a mianowicie portfelem.

 

Dopiero po czasie przychodziła refleksja i zastanawiałam się dlaczego mi nie wychodzi? Co zrobiłam znowu źle? Przecież tak się starałam. Dla mnie odpowiedź zawsze była jedna. Diety są nudne, monotematyczne i prędzej czy później zawsze wrócisz do starych nawyków i dań, które uwielbiasz.

 

Tym razem postanowiłam działać metodycznie. Nie skupiłam się tylko na czytaniu, czasami wręcz bzdurnych, porad z internetu i tych wszystkich mądrych Pań i Panów, którzy szybko i łatwo tracą swoje kilogramy. To zawsze wprowadzało mnie w depresję. Mnie łatwo niestety nic nie przychodzi.

 

 Jak podeszłam do tematu?

 

Po pierwsze zrobiłam GENOTEST. W ten sposób zidentyfikowałam swój typ metaboliczny. Taka identyfikacja kosztowała mnie notabene 1500 PLN. Wyszło, że mój organizm nie toleruje węglowodanów. CEL OSIĄGNIĘTY. Znam przyczynę swoich wcześniejszych niepowodzeń – powiedzmy. Zakupiłam więc najlepszą w EMPIKU książkę o wyeliminowaniu cukru z krwi (62 PLN). I w tym momencie zaczęły się moje katusze.

 

Jeżeli chcesz skutecznie wyeliminować węglowodany z diety, to biorąc pod uwagę to co serwują nam producenci spożywki, nie możesz jeść praktycznie nic. Każdy produkt zawiera cukier lub rakotwórcze pochodne. A to co jest słodzone np. stewią kosztuje majątek! I co? Zostaje nam tylko mięso, ryby i warzywa. Ale jak człowiek jest w stanie długo na tym pociągnąć? Ok, mięsko lubię i to bardzo ale na pewno nie tak, jak makarony, kasze, ryże, owoce, dżemy, naleśniki, nie wspominając już o słodkim co nieco.

 

Więc żeby nie dostać depresji i nie wrzucić mojej kolejnej diety między zakurzone, wcześniejsze próby odchudzania zakupiłam produkty:

 

  • makaron x 2, dżem, chleb i ratatouille Montignaca – około 90 PLN
  • sos sojowy KIKKOMAN (chcę wyeliminować również sól) – 15 PLN
  • niezliczone rodzaje ryb, przypraw, naturalnych jogurtów, warzyw i in. produktów zwracając uwagę na zawartość w nich cukru – cena około 500 PLN
  • czarną czekoladę słodzoną stewią – 15 PLN
  • a także środki dietetyczne, które mają wyregulować poziom cukru we krwi i ułatwić mi odchudzanie – 100 PLN

 

Efekt jest taki, iż w 2 tygodnie schudłam trzy kilo (jeszcze 3 i włączę ćwiczenia). Na razie nie czuję się zmęczona swoją dietą, choć Wedlowskich specjałów bardzo mi brakuje. Najgorsze jest jednak to, że znacząco zeszczuplał również mój portfel. W dwa tygodnie przepuściłam ponad 2300 PLN. I niech mi ktoś powie, że odchudzanie jest tanie…

 

download

download4 FullSizeRender zdj