Zielony stir fry – indyk z warzywami (cukiną i fenkułem) i japońską zieloną herbatą matcha

Prosty stir fry, który smażę często, oczywiście za każdym razem zmieniając kombinację warzyw i przypraw. 

 

Indyk z warzywami (fenkułem i cukiną)  – stir fry:

  • 300 g piersi z indyka
  • 2 łyżki sake do zamarynowania mięsa
  • kawałek fenkułu 
  • kawałek cukinii
  • 3 łyżeczki musztardy ziarnistej
  • 1 ząbek czosnku
  • ½ łyżeczki japońskiej zielonej herbaty w proszku (matcha)- opcjonalnie dla koloru
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki sosu rybnego
  • szczypta pieprzu
  • 1 mała cebula
  • sól do smaku 
Do smażenia:
  • 1 łyżka oleju sezamowego
  • 2 łyżki oleju roślinnego
 
Indyka umyć, pokroić w cienkie paski lub małe kawałki, zamarynować w sake przynajmniej 15 minut, ale najlepiej przez noc w lodówce. Fenkuł i cukinię umyć i pokroić w cienkie paski lub wstęgi za pomocą obieraczki (ja tak zrobiłam). Cebulę i czosnek także pokroić  na małe kawałki. Przygotować pozostałe składniki, bo kiedy zaczniemy smażyć, nie będzie czasu na gorączkowe poszukiwania sosu sojowego czy soku z cytryny.
 
A teraz szybkie smażenie, rozgrzewamy w woku mocno oba oleje, wrzucamy cebulę i czosnek, mieszamy jakieś 30 sekund, uważając aby czosnek się nie przypalił. Dodajemy indyka, sos rybny i sojowy, smażymy jakieś 2 minuty, wrzucamy fenkuł i cukinię, pieprz, musztardę i cukier. Mieszając smażymy przez jeszcze 3-4 minuty, Zdejmujemy z ognia, posypujemy zieloną herbatą i skrapiamy sokiem z cytryny; możemy dosolić do smaku, chociaż sos rybny i sojowy już powinny dać wystarczającą słoność. 
 
 

IMG_4072 kopiaIMG_4073 kopiaIMG_4067 kopia

Buta kakuni – boczek gotowany po japońsku / Japanese braised pork belly

butakakuni

Japoński klasyk. Bardzo popularne, obłędnie pyszne danie. Łatwe w przygotowaniu, tylko trzeba długo gotować. Polecam szczególne na zimowe wieczory.

 

Buta kakuni

  • 800-900 g świeżego boczku
  • woda w ilości, która przykryje mięso  

Wywar:

  • 1,5 l wody
  • 200 ml sake lub białego wytrawnego wina
  • kawałek ok. 7 cm korzenia imbiru
  • kilka plastrów pomarańczy (można pominąć, to taki mój wkład w to danie, użyłam czerwonych pomarańczy sycylijskich, po ugotowaniu podałam je z wieprzowiną )
  • 3 ząbki czosnku

 

Dodatki 1:

  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 3 łyżki cukru

 

Dodatki 2:

  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki cukru
  • 3 łyżki mirin (słodka sake japońska lub 2 łyżki białego wytrawnego wina i 1 łyżka cukru)

 

Boczek zalewany zimną wodą, aby był cały zanurzony i gotujemy 1 godzinę. Odcedzamy wodę. Po czym wkładamy do garnka ze składnikami z wywaru. Gotujemy na malutkim ogniu przez 1 godzinę. Wyjmujemy imbir, pomarańczę i czosnek. Dodajemy dodatki 1 i gotujemy kolejną godzinę. Dodajemy dodatki 2 i gotujemy jakieś 20 minut. Gotowe!

Smacznego.

buta_1buta_2

 

 

Okiem Czytelnika: Odchudzanie wcale nie jest tanie!

Dostaje różne ciekawe maile od Czytelników. Ania – moja przyjaciółka – napisała bardzo ciekawy tekst o odchudzaniu. Pomyślałam, że warto go opublikować. 

 

ODCHUDZANIE WCALE NIE JEST TANIE

 

 

Jeżeli twierdzisz, że odchudzanie jest tanie, to:

 

  • albo nigdy się nie odchudzałeś
  • Twoja dieta jest cholernie nudna
  • lub po prostu nic nie jadłeś

 

Taką mam diagnozę. I możesz – drogi czytelniku – zgodzić się za mną lub nie, ale wiem co mówię. A w tej kwestii mam niewątpliwie doświadczenie, bo na diecie jestem praktycznie od liceum. A trochę lat już mam.

 

Doświadczyłam wszystkiego. Od ograniczania tłuszczów, słodyczy, po Kwaśniewskiego, Dukana, Alevo i takie popularne wśród szczupłych celebrytów – diety pudełkowe. Brałam dziesiątki substytutów diety, na które wydałam tysiące złotych. I zawsze kończyło się tak samo. Rzewnymi łzami, rzuceniem “zabawek” (czyt. diety) w kąt i jedyną szczuplejszą rzeczą w całej tej zabawie, a mianowicie portfelem.

 

Dopiero po czasie przychodziła refleksja i zastanawiałam się dlaczego mi nie wychodzi? Co zrobiłam znowu źle? Przecież tak się starałam. Dla mnie odpowiedź zawsze była jedna. Diety są nudne, monotematyczne i prędzej czy później zawsze wrócisz do starych nawyków i dań, które uwielbiasz.

 

Tym razem postanowiłam działać metodycznie. Nie skupiłam się tylko na czytaniu, czasami wręcz bzdurnych, porad z internetu i tych wszystkich mądrych Pań i Panów, którzy szybko i łatwo tracą swoje kilogramy. To zawsze wprowadzało mnie w depresję. Mnie łatwo niestety nic nie przychodzi.

 

 Jak podeszłam do tematu?

 

Po pierwsze zrobiłam GENOTEST. W ten sposób zidentyfikowałam swój typ metaboliczny. Taka identyfikacja kosztowała mnie notabene 1500 PLN. Wyszło, że mój organizm nie toleruje węglowodanów. CEL OSIĄGNIĘTY. Znam przyczynę swoich wcześniejszych niepowodzeń – powiedzmy. Zakupiłam więc najlepszą w EMPIKU książkę o wyeliminowaniu cukru z krwi (62 PLN). I w tym momencie zaczęły się moje katusze.

 

Jeżeli chcesz skutecznie wyeliminować węglowodany z diety, to biorąc pod uwagę to co serwują nam producenci spożywki, nie możesz jeść praktycznie nic. Każdy produkt zawiera cukier lub rakotwórcze pochodne. A to co jest słodzone np. stewią kosztuje majątek! I co? Zostaje nam tylko mięso, ryby i warzywa. Ale jak człowiek jest w stanie długo na tym pociągnąć? Ok, mięsko lubię i to bardzo ale na pewno nie tak, jak makarony, kasze, ryże, owoce, dżemy, naleśniki, nie wspominając już o słodkim co nieco.

 

Więc żeby nie dostać depresji i nie wrzucić mojej kolejnej diety między zakurzone, wcześniejsze próby odchudzania zakupiłam produkty:

 

  • makaron x 2, dżem, chleb i ratatouille Montignaca – około 90 PLN
  • sos sojowy KIKKOMAN (chcę wyeliminować również sól) – 15 PLN
  • niezliczone rodzaje ryb, przypraw, naturalnych jogurtów, warzyw i in. produktów zwracając uwagę na zawartość w nich cukru – cena około 500 PLN
  • czarną czekoladę słodzoną stewią – 15 PLN
  • a także środki dietetyczne, które mają wyregulować poziom cukru we krwi i ułatwić mi odchudzanie – 100 PLN

 

Efekt jest taki, iż w 2 tygodnie schudłam trzy kilo (jeszcze 3 i włączę ćwiczenia). Na razie nie czuję się zmęczona swoją dietą, choć Wedlowskich specjałów bardzo mi brakuje. Najgorsze jest jednak to, że znacząco zeszczuplał również mój portfel. W dwa tygodnie przepuściłam ponad 2300 PLN. I niech mi ktoś powie, że odchudzanie jest tanie…

 

download

download4 FullSizeRender zdj

Czerwona cebula z indykiem po japońsku

IMG_3367

 

 

Jedno z moich ulubionych dań japońskich (niestety, mogłabym to napisać o każdym daniu japońskim!). Podzieliłam się tym przepisem na łamach Kukbuka w ubiegłym roku. To danie jest świetne na zimno np. do bento, ale polecam też na gorąco. Oczywiście z ryżem.

 

Czerwona cebula z indykiem

 

Dla 1-ej osoby

 

Czas: 25 minut

 

Składniki:

  • 150 – 180 g mielonego mięsa indyka, 2 średnie cebule (czerwone lub białe), 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
  • Do mięsa: 1 ząbek czosnku, 1 kawałek ok. 2 cm korzenia imbiru, 1 łyżka sake, 1 łyżeczka wody, 1 łyżka sosu sojowego, 0,5 łyżeczki cukru, pieprz do smaku
  • Do wywaru: 1 łyżka ciemnego oleju sezamowego, 2 łyżki sake, 1 łyżeczka cukru, 1 łyżka sosu sojowego, 0,5 szkl. wody
  • Odrobina prażonego białego sezamu do posypania

 

Mielone mięso doprawiamy drobno posiekanym czosnkiem, obranym i drobno posiekanym imbirem oraz pozostałymi przyprawami, wyrabiamy przez chwilę, aż zrobi się gładkie i lśniące, dzielimy na cztery części.

 

Obieramy cebule , ścinamy trochę czubek i twardą część, z której wyrastają korzonki. Każdą cebulę kroimy w poprzek na 4 plastry, odkładając plastry uważajmy, aby ich nie pomieszać, niech będą w takiej kolejności, jak pokroiliśmy, co znacznie ułatwi złożenie cebuli z mięsem. Rozkładamy po dwa kolejne kawałki cebuli obok siebe, obsypujemy z góry mąką ziemniaczaną, następnie zwilżonymi dłońmi formujemy mięso, na owalny krążek mniej więcej wielkości krążka cebuli. Układamy mięso na krążku cebuli od strony obsypanej mąką i przykrywamy drugim krążkiem cebuli, stroną obsypaną mąka do środka. Robimy 4 takie krążki.

 

Na patelni rozgrzewamy olej sezamowy, obsmażamy krążki cebuli z obu stron na złoty kolor, następnie podlewamy wodą z sake, kiedy się zagotuje dodajemy cukier i sos sojowy. Dusimy pod przykryciem ok. 12 minut, po 6 na każdą stronę. Po ugotowaniu posypujemy uprażonym sezamem.

 

Uwagi:

 

Wywaru, który został z gotowania cebuli z indykiem, nie wylewamy, możemy go wykorzystać na bazę zupy.

IMG_3328 IMG_3357

5 powodów, dla których warto ograniczyć spożycie cukru

sweet-382848_1920

 

W dzisiejszych czasach spożywamy coraz większe ilości cukru, co może mieć negatywny wpływ na nasze życie i zdrowie. Nie należy jednak z niego całkowicie rezygnować! Pamiętajmy, że cukier jest również w produktach pochodzenia naturalnego. Apeluję jedynie o umiar, bo coraz więcej osób w naszym społeczeństwie traktuje cukier jako podstawowy składnik swojej diety. Nawet słodycze są dla ludzi. W tym wszystkim najważniejszy jest zdrowy rozsądek i zrozumienie potrzeb własnego organizmu. 

 

Osłabia szkliwo zębów i prowadzi do próchnicy

O ile cukier z naturalnych źródeł ma niewielki wpływ na stan naszych zębów, o tyle sztuczny cukier, szczególnie ten ze słodyczy, może przynieść nam wiele strat. Wpływ na to ma również konsystencja spożywanych produktów. Jeśli zjemy lepkie słodycze, które mogą osadzać się na zębach, to powinniśmy w miarę możliwości chwycić za szczoteczkę. Jeśli tego nie zrobimy, to stworzymy w naszej buzi bardzo dogodne warunki do rozwoju próchnicy. 

 

Uzależnia

Serge Ahmed z instytutu w Bordeaux jest jednym z największych specjalistów ds. uzależnień od narkotyków. Za pomocą doświadczeń udowodnił, że cukier uzależnia kilkakrotnie mocniej niż kokaina. Podobne badania, które potwierdziły tę tezę, przeprowadzano na całym świecie,  Przez wiele lat cukier był towarem luksusowym. Dopiero XX wiek przyniósł znaczący wzrost spożycia cukru. W czasach PRL-u narzędzia propagandy sugerowały nawet spożywanie cukru pod wieloma absurdalnymi argumentami. Ludzie temu ulegali, bo nie mieli w tamtych czasach dostępu do sprawdzonych źródeł informacji. 

Reklama cukru

Źródło: mbrzegowy.blogspot.com

 

Szkodzi naszej cerze

Dieta wpływa na jakość naszej cery. Pewne produkty zawierają składniki (tj. witaminy, błonnik i cynk), które ją poprawiają, ale są także i ciemne strony jedzenia. Są produkty, które w swoim składzie mają duże ilości cukru, który wspiera pojawianie się trądziku. Jeśli chcemy poprawić stan naszej cery, powinniśmy najpierw przeanalizować posiłki spożywane w trakcie dnia, wprowadzić pewne korekty, a dopiero później zastanowić się nad wizytą u dermatologa. 

 

Sprzyja otyłości

Każdy z nas ma odpowiednią ilość kalorii, którą powinien dostarczać organizmowi w ciągu dnia. Jeśli w dłuższej perspektywie będzie niedobór kalorii – będziemy chudnąć. Jeśli będziemy przyjmować więcej, niż nasz organizm potrzebuje – będzie budować masę mięśniową lub tłuszczową – w zależności od aktywności fizycznej i rodzaju przyjmowanego pokarmu (ilość makroskładników – węglowodany, tłuszcze, białka). Produkty, które zawierają duże ilości cukru są bardzo kaloryczne. Cukier wpływa również na wzrost poziomu glukozy we krwi. Jeśli energia nie jest organizmowi potrzebna w danym momencie, to insulina szybko ten poziom obniża i następuje magazynowanie energii w postaci tkanki tłuszczowej.

 

Ma bardzo negatywny wpływ na działanie mózgu

Badacze z Macquarie University w Sydney udowodnili, że słodkie napoje spożywane w nadmiarze mogą zwiększać ryzyko choroby Alzheimera. Badania pokazały również zwiększone prawdopodobieństwo powstawania nowotworów.

 

Źródła:

http://www.unidentunion.pl/leczenie/podstawowe-leczenie-stomatologiczne/prochnica

https://portal.abczdrowie.pl/dieta-na-tradzik

http://nauka.newsweek.pl/cukier-uzaleznia,88768,1,1.html

http://www.rp.pl/artykul/700374.html

 

Jak wpajać dzieciom zdrowe nawyki żywieniowe. Oto dekalog małego niejadka

 

child-520732_1280-685x1024

Chciałam poruszyć bardzo istotny i dla wielu rodziców problematyczny temat. Sprawa dotyczy bowiem odżywiania dzieci. Wielu rodziców ma problem, bo ich dzieci w ogóle nie chcą jeść. Albo jedzą tylko słodycze, albo jedzą za dużo…Niestety, odpowiedź jest na to jedna. Jeżeli Wasze dziecko nie ma alergii / nietolerancji pokarmowej, pasożytów czy innej choroby mającej wpływ na apetyt/łaknienie, to Wy – rodzice – jesteście za to odpowiedzialni. Nie wiecie co dawać dziecku do jedzenia? Co trzeba zrobić, żeby posiłki stały się atrakcyjne? Jak wpajać właściwe nawyki żywieniowe? Oto kilka moich sprawdzonych porad 🙂 

 

1. Nie miksować

Już przy pierwszych pokarmach stałych popełniamy błąd. Przede wszystkim za długo karmimy dzieci przetworzonymi, zmiksowanymi papkami bez smaku, które to są w naszym mniemaniu zdrowymi zupkami. Dziecko powinno jak najszybciej zacząć jeść pokarmy dorosłych, tylko że delikatniej doprawione. Ja bawiłam się w gotowanie zupek sama, co mnie do tego skłoniło? Smak i konsystencja zupek dostępnych na rynku. Jeżeli sama tego nie zjem, to dlaczego ma to jeść moje dziecko? O ile często korzystaliśmy z pysznych gotowych przecierów owocowych, o tyle zupki gotowałam sama. Dzieci jadły zupki delikatnie doprawione (np. oliwą z oliwek) od 6-ego miesiąca życia do około roku, na początku zupki były zmiksowane, ale stopniowo coraz mniej, potem już dzieci jadły to, co my. Przy czym nie może to być zmiana nagła, należy coraz mniej rozdrabniać zupki, stopniowo wprowadzając pokarmy dorosłych. Dla zdrowych zębów i wykształcenia dobrze rozwiniętego aparatu mowy bardzo ważne jest gryzienie, podajemy więc dzieciom jak najwcześniej pokrojone marchewki i inne twarde pokarmy do chrupania.

 

2. Azjatycka szkoła karmienia

Jak do karmienia dzieci podchodzą Azjaci? Kiedy byłam studentką japonistyki i jeszcze nie miałam dzieci, a więc w ogóle nie interesowałam się kwestią ich odżywiania, odwiedziłam w Warszawie japońskie małżeństwo, które miało około 7-miesięczne dziecko. Ich synek siedział zadowolony w swoim foteliku z plastikową łyżką, a mama karmiła go ugotowanym ryżem ze szpinakiem. Słuchajcie gdyby nie ten szpinak, to nie pamiętałabym całej sytuacji! Ale już wtedy miałam zakorzenione w swojej świadomości, że szpinak to świństwo, do którego jedzenia dorośli zmuszają dzieci. Zapytałam wtedy jego mamę, chyba bardziej z grzeczności: „Czy on lubi szpinak?”. „ Tak” odpowiedziała. Tak po prostu… Co ważniejsze, powiedziała mi wtedy że do ugotowania ryżu ( japońskiego, krótkoziarnistego) użyła odrobiny więcej wody, czyli 7-miesięczne dziecko nie jadło papki tylko ugotowany na bardzo miękko ryż – ziarna były widoczne nie tylko na talerzu, ale i na ubranku, buzi a nawet włosach dziecka. Szpinak zresztą też. Dzięki temu doświadczeniu nie bałam się podawać dzieciom pokarmów niezmiksowanych na papkę. Moja córa dwoma zębami doskonale sama potrafiła pogryźć dojrzałą gruszkę, więc po co z niej robić papkę? Jeżeli u malucha przegapimy ten moment i nie nauczymy go różnych smaków, później będzie to trudniejsze, ale nie niemożliwe. I nie może to być cały czas marchewka z kurczakiem i zupka jarzynowa – tylko wszystkie warzywa i owoce! Niektóre wprowadzamy wcześniej, niektóre później, ale tego możecie dowiedzieć się u lekarza. Jednak warto zdać się na zwój instynkt, pamiętam że gdzieś wyczytałam, aby mięso kacze podawać dzieciom od 3-ego roku życia. Uznałam że to za późno, w Azji jada się ją wcześniej. Moje dzieci jedzą kaczkę odkąd skończyły półtora roku.

 

Azja dała nam jeszcze jedną życiową lekcję. Kiedy już byłam mamą i razem z przyjaciółmi pojechaliśmy do Hong Kongu i na Tajwan. Jechała z nami nasza 9-cio miesięczna wtedy córka. Stwierdziłam, że szaleństwem  byłoby zapakowanie na każdy z 14 dni podróży dwóch słoiczków z owocami i dwóch z zupami. Byłam pewna, że na pewno kupimy takowe na miejscu. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy w Hong Kongu w dużym supermarkecie zastaliśmy tylko dwa rodzaje słoiczków dla dzieci?! Jeden to był kurczak, drugi nie pamiętam… Kiedy więc skończyły nam się słoiczki, które wzięliśmy do samolotu, mała z wielka radością pałaszowała ryż, tamtejsze makarony w bulionie ( bulion w daniach typu ramen doprawia się chilli, kolendrą itp. tuż przed podaniem, dlatego nie było problemu, żeby w restauracji zamówić rosół delikatny i niepikantny) i oczywiście owoce: banany, liczi mango ( do dziś mango to jej ulubiony owoc). Im wcześniej dziecko zacznie jeść potrawy dorosłych, tym lepiej dla niego i dla Was, a ile czasu oszczędzicie w kuchni.

 

3. Nie zmuszamy

Kolejna niezwykle ważna kwestia. Nie możemy z uporem maniaka karmić dzieci wszystkimi zdrowymi rzeczami, oczekując iż wszystko będzie im smakowało. Otóż nie będzie. A Wy lubicie wszystkie produkty spożywcze? Co z tego, że jedna z moich córek nie lubi ogórków? Je przecież pomidory, ziemniaczki, marchewkę, brokuły i inne warzywa uwielbiam. Druga mozolnie wyciąga wszystkie ziarna ciecierzycy z sosu do kuskusu. I ma do tego prawo. Zjada przecież pozostały sos z kurczakiem, pomidorami, marchewką, papryką i ziemniakami na kuskusie. Warto zachęcić dziecko do spróbowania różnych warzyw, a część z nich na pewno polubi. Ja robiłam takie testy, kiedy dzieci skończyły rok, dostawały na talerzyku groszek, kukurydzę, marchew, brokuły i zjadały to, co im najbardziej smakowało. Do pewnego wieku (jakieś 4 lata) działały też zachęty, a także zapewnienia, że wszystkie piękne księżniczki też to jedzą. A starsze dzieci? Moja siedmioletnia córcia ostatnio spróbowała oliwek i stwierdziła, że jej nie smakują. W ogóle się tym nie przejęłam, bo sama zaczęłam jeść oliwki późno. Powiedziałam córci, że badania naukowe dowodzą, że aby polubić dany produkt musimy go spróbować około 11 razy. I wiecie co? Z jej inicjatywy jesteśmy już po trzech próbach, o ona ma frajdę, bo jeszcze 7 razy! Sama jestem zdziwiona 🙂

 

4. Wspólnie gotujemy

Warto włączyć maluchy do wspólnego gotowania. U nas na początku były to sałatki! Nawet trzylatek może nieostrym nożem kroić banana. A kompozycja przynajmniej dwóch owoców na talerzyku nazywa się u nas dumnie sałatką! Starszaki mogą same przyrządzać proste potrawy. Moja siedmiolatka sama nauczyła się właśnie smażyć jajecznicę. Efekt uboczny? Już trzeci dzień z rzędu jemy na śniadanie jajecznicę.

 

5. Czerpać frajdę

Jedzenie powinno też być frajdą. Niby nasze babcie mawiały, że nie wolno się bawić jedzeniem, ale co złego w układaniu kwiatów czy drzew z brokułów i marchewki na talerzyku? Kiedyś dowiedziałam się, że dzieci mojej przyjaciółki pijają kefir, a więc zapytałam jak to zrobiła? I wiecie co? Robią sobie zawody picia kefiru na czas. Genialne! Pamiętajcie również o ciekawych nazwach: zupa z groszku na pewno nie brzmi tak zachęcająco jak zupa bagienna (taką podawała dzieciom Nigella). Dla osób kreatywnych i lubiących gotować polecam pomysły na japońskie bento. Z jadalnych produktów można wyczarować misia, kotka, pieska i co sobie tylko wymyślimy. Ja ostatnio zrobiłam im na lunch takie jadalne Minionki z jajka

10887715_10205170326725143_752590524_n

 

6. Ograniczyć cukier

Cukier i i dieta. Temat rzeka pewnie nie tylko na jeden post. Powiem tak: jestem absolutnym wrogiem słodkości w dużych ilościach, jednak owoc zakazany smakuje lepiej, dlatego moje dzieci wiedzą że są słodycze zdrowe i niezdrowe (taki oksymoron niby, ale…) i mogą jeść słodycze jeden raz w tygodniu oraz w święta.

 

Cukier, szczególnie u dzieci, powoduje od razu po spożyciu rozdrażnienie, nadpobudliwość i brak koncentracji. Spożywany regularnie w za dużych ilościach przyczyni się do nadwagi i próchnicy.Musimy być bardzo czujni, bo cukier jest nie tylko w słodyczach, podstępnym źródłem cukru są też soki. Dlatego soki pijemy naprawdę sporadycznie, tylko świeżo wyciskane.Najzdrowsza jest woda i delikatna zielona herbatka.

Słodycze nie mogą absolutnie być nagrodą dla dziecka za bycie grzecznym. Dodatkowo sprawę komplikują dziadkowie, ciotki i wszyscy życzliwi wokoło, którzy bezmyślnie obsypują dzieci słodyczami. Z najbliższymi należy porozmawiać i poprosić ich, aby uszanowali Waszą decyzję i nie kupowali dzieciom żadnych słodyczy. W przedszkolu i szkole dochodzą jeszcze różnego rodzaju przyjęcia urodzinowe, na których serwuje się ciastka, żelki, chipsy, a nawet napoje z kofeiną.

 

W naszym przypadku sprawa kompletnie wymknęła się spod kontroli, bo moja pierwszoklasistka od września była już na co najmniej ośmiu przyjęciach urodzinowych. Po jednym niestety dostała wysypki… to efekt zjedzenia czipsów i wypicia jakiegoś soczku. Teraz mamy umowę, że ustalamy co ze stołu słodkości na urodzinach jeść można, a co nie. Na szczęście coraz więcej rodziców podaje na przyjęciach swoich pociech zdrowe przekąski. A ostatnio byłyśmy na przyjęciu urodzinowym w warszawskim Teatrze Małego Widza na przedstawieniu pod tytułem „Warzywa są z kosmosu”. To absolutnie najlepsze przedstawienie dla dzieci, jakie w życiu widziałam! Na scenie dwaj aktorzy i pewnie ze 30 kg warzyw plus duża dawka humoru. Na koniec przedstawienia dzieci mogły wejść na scenę i pokosztować warzyw! Polecam Wszystkim! Nawet przysłowiowe Tadki Niejadki próbowały surowych marchewek, kalafiora czy kapusty!

 

Pamiętajcie, że to My – Rodzice dajemy przykład, więc jedzenie przy dzieciach czipsów z równoczesnym zapewnianiem, że są niezdrowe nie zadziała. Przykład ma iść z góry. U mnie słodycze są schowane w piwnicy, żeby „nie kusiły”.

 

7. Przemycać 

Są dzieci, najczęściej te introwertyczne, które trudniej namówić do spróbowania nowości niż ekstrawertyków. Wtedy można spróbować przemycania pewnych produktów spożywczych np. kaszy jaglanej w owocowym koktajlu, czy fasolki mielonej w kotlecikach. Na dłuższą metę jednak nie wiem, czy nie będzie to dla rodziców męczące, dlatego przy takim przemycaniu można spróbować wyjawić tzw. „tajny składnik”. Przecież zawsze może się okazać, że to Wróżka Garnuszka włożyła do koktajlu kaszę jaglaną, aby dziecko było zdrowe. Na pewno zachętą do zjedzenia nowej potrawy może też być zapytanie całej rodziny, czy ją lubią. Skoro nie tylko mama i tata, ale także babcia, dziadek oraz ciocia Irenka i kuzynka Kasia lubią zupę buraczkową to może warto spróbować?

 

8. Pozwolić na małe grzeszki

Nie można dzieci karmić tylko kaszą jaglaną i marchewką. Dziecko musi wiedzieć, że chociaż pizza nie jest super zdrowa, to przy racjonalnym odżywianiu, można sobie pozwolić na kawałek pizzy raz na 2-3 tygodnie. My uwielbiamy włoską margaritę. No i mamy też jeden dzień zdrowych i mniej zdrowych słodkości w tygodniu!

 

9. Celebrować

Posiłki powinniśmy celebrować. Przy stole, w miłej atomsferze i na pięknej zastawie. Dzieci pomagają nakryć do stołu i posprzątać.

 

10. Bądźmy cierpliwi

Każde dziecko jest inne, ale jeżeli będziemy cierpliwi, to znajdziemy sposób, aby nasze dziecko było zdrowe, dzięki zdrowym nawykom żywieniowym.

 

Smacznego i na zdrowie!

A Wy jak sobie radzicie z żywieniem dzieci?